piątek, 4 kwietnia 2014

Głupi dorośli i ich biedne dzieci

Właśnie skończyłem oglądać "Laleczkę Chucky" i naszło mnie na refleksje. Nigdy nie byłem fanem horrorów, a do tej konkretnej serii miałem uraz po tym, jak babcia nagrała mi drugą część na "8 mili" (byłem wtedy na etapie yo-yo-rapu, więc bardzo to przeżyłem). Jest to jednak swego rodzaju, horrorowy klasyk, więc było nie było, należało to nadrobić.
Film nie jest długi. To raptem 80 minut, ale napięcie jest bardzo sprawnie budowane. Chwyty są w zasadzie znane, a zachowania bohaterów często naiwne i niekonsekwentne, bo kto opiekując się dzieckiem przyjaciółki, w reakcji na dziwne hałasy w kuchni i widok otwartych drzwi od dziecięcego pokoju zaczyna się skradać z niepokojem wypisanym na twarzy, zamiast wbić tam z rozpędu krzycząc chociażby: "Co ty wyprawiasz gówniarzu!?". Niemniej jednak klimat jest, a twórcy zachęcając do wejścia w konwencję filmu, która zakłada duże przymrużenie oka ze strony widza, w zamian oferują nastrojową "dziecięcą zabawę". Po około 20 minutach jednak, to nie konwencja zaczęła mnie drażnić, a postacie dorosłych i tu pozwolę sobie na dryf ku szerszemu przeglądowi. Dlaczego jest tak, że dorośli w filmach nigdy nie wierzą dzieciom? Rozumiem, że dzieci często kłamią, bo jest to swego rodzaju mechanizm obronny, mający na celu uniknięcie przykrych konsekwencji, a że jeszcze nie do końca rozumieją zasady funkcjonowania świata, to te ich kłamstwa czasem są po prostu... głupie. Tyle że filmowi rodzice nie wierzą swoim dzieciom w sytuacjach dość ekstremalnych. Ja rozumiem, że kiedy w "Parku Jurajskim 2" (bodajże "PJ: Zaginiony Świat, ale kto to tak nazywa) kilkuletni chłopiec wchodzi w nocy do sypialni rodziców, informując ich o tym, że w ogródku jest Tyranozaur, to mogą mu nie uwierzyć, bo nie słyszeli nic o tym, że był sobie bogacz, który wskrzesił prehistoryczne gady. Ale kiedy oglądam "Laleczkę Chucky" i (UWAGA SPOILER... ale to dosyć klasycznie zbudowany film, wiec nie taki znowu poważny spoiler) matka Andy'ego dowiaduje się o śmierci swojej przyjaciółki, która wypadła przez okno, to od razu odrzuca jako nieprawdziwą wiadomość o tym, że to Chucky zostawił odciski butów w kuchni. Ja rozumiem, szok, strata, żałoba... ale jak nie chłopiec, bo on zostaje wykreślony z listy podejrzanych automatycznie (bo to w końcu kochany syn) to kto? Kupiłaś babo lalkę, od jakiegoś podejrzanego typa, za dużo dziesiątek dolarów mniej niż powinnaś i żadna lampka ostrzegawcza się nie zapala? A potem (ZNOWU SPOILER) znajdujesz syna i lalkę (podejrzaaaneee) na komisariacie, bo znaleźli ich w pobliżu wysadzonego domu i nadal nie wierzysz, że lalka mogła mieć z tym coś wspólnego!? Żyjesz z dzieckiem ileś lat, super chłopak, zrobił ci śniadanie do łóżka, ogląda historie o "Good Guys" i nagle co? Jego nie podejrzewasz, bo go znasz, ale kiedy zrzuca winę na lalkę, to mu nie wierzysz. (KONIEC SPOILERÓW)
Gdzie tu jakieś racjonalne myślenie? "Gdy wyeliminuje się wszystko, co niemożliwe, reszta musi być prawdą, choćby nawet wydawało się to niewiarygodne". Dorośli w filmach eliminują wszystko, i niemożliwe i nieprawdopodobne. Lubię Niewiernego Tomasza, bo to pierwszy facet w Biblii, który nie bierze wszystkiego na wiarę, tylko domaga się dowodów. Zasadnicza różnica polega jednak na tym, że Niewierny Tomasz nie neguje racji swoich kolegów po fachu, kiedy mu mówią, że widzieli Jezusa. Chce, żeby mu to udowodnili. Udowadniają, więc przyznaje rację. Logiczne. Dorośli w filmach jednak czy to w "Gęsich Skórkach" czy w pełnometrażowych horrorach nie wierzą swoim dzieciom, dopóki nie jest za późno. Kiedy Regan ("Egzorcysta"... i owszem, SPOILER) mówi matce, że łóżko jej się trzęsie, to ta ciąga ją po lekarzach, zastanawiając się "Czemu ona opowiada te kłamstwa?", mimo że wcześniej sama słyszała podejrzane i ostatecznie nie wyjaśnione szmery na strychu oraz widziała jak jej córka bawi się tablicą ouija. Trudno połączyć straszne z racjonalnym i fajnie, że powstają horrory, które bawią się konwencją i sprawnie mieszają te dwa elementy. Dobrym przykładem jest niezrozumiany "Dom w głębi lasu", w którym twórcy demaskują pewne klisze kina grozy przy jednoczesnym ich wykorzystywaniu. Polecam, warto obejrzeć, ale trzeba pamiętać o wejściu w konwencję, bo bez tego film wyda się głupi i nudny. Jaka zatem puenta nasuwa się w wyniku tych rozważań? Ano chyba taka, że kiedy będziecie już starsi i doczekacie się potomstwa, a ono pewnego dnia przyjdzie do was mówiąc, że coś czai się pod łóżkiem/lalka mówi, albo że ktoś jest w szafie, to nie bagatelizujecie sprawy, albo co gorsza każecie dziecko za opowiadanie bzdur, tylko bierzecie kij czy co tam macie pod ręką i idziecie to sprawdzić! I takie jest moje przesłanie na dziś. Udanego wieczoru!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz