piątek, 2 września 2016

Porozmawiajmy o grach

Zwykle nie piszę o grach. Zwykle nie piszę wiele, ale jeżeli już, to nie piszę o grach. Po pierwsze dlatego, że nie czuję się zbyt kompetentny, nawet w czasach, gdy zagrywałem się najbardziej byłem raczej lamuskiem. Po drugie nic nie wiem o teoretycznej stronie robienia gier. Przeżycia, którymi chcę się z wami podzielić dotyczą jednak gier narracyjnych, które w dużym stopniu podejmują temat tworzenia gier, są autotematyczne, a to już z kolei coś co lubię, co cenię w filmach i z czym nie boję się do was przyjść.

Zaczęło się od "The Beginner's Guide"


Zwiastun wydał mi się intrygujący, a sama gra... cóż, trudno cokolwiek powiedzieć o samej grze na podstawie zwiastuna, ale uwierzcie mnie, że o ile niewiele w tym filmiku samej mechaniki, to intencja została przekazana w 100%. No... może w 99.

W grze przez którą prowadzi nas narrator o głosie Daveya Wardena, czyli samego autora, jesteśmy wrzucani w różne poziomy i koncepcje gier, które nie zawsze są ukończone. Gry tworzy tajemniczy deweloper o pseudonimie Coda, którego prace autor chce pokazać światu. Przechodzimy więc kolejne poziomy, gry, w których często chodzi tylko o to, żeby przejść z punktu A do punktu B, a w których często nie da się tego zrobić. Warden prowadzi nas przez te światy, modyfikuje gry tak, żeby dało się je ukończyć, ładuje kolejne, kiedy stwierdza, że pokazał nam już to co chciał. W samej grze nie chodzi o granie w takim sensie, z jakim kojarzycie gry komputerowe. To raczej wejrzenie w czyjś strumień świadomości, wyrażony akurat w postaci wirtualnych światów. Pod koniec gry nie wiadomo czy Coda istnieje naprawdę, czy to tylko alter ego Daveya stworzone po to, żeby mógł porozmawiać sam ze sobą, będące jakąś formą terapii. To jednak gra, o której myślę do teraz, i która skłoniła mnie do napisania tej notki, więc hej... coś w niej jest.

Po przejściu "The Beginner's Guide" (co zajęło mi jakieś półtorej godziny) zacząłem szperać. W moich poszukiwaniach zaczął pojawiać się tytuł "The Stanley Parable", poprzednia gra Wardena, którą współtworzył z Williamem Pughiem. Okazało się, że Pugh wypuścił darmową grę o zajebiście długim tytule:

Dr. Langeskov, The Tiger, and The Terribly Cursed Emerald: A Whirlwind Heist


Jeśli podczas czytania tego wpisu coś was skłoni, żeby zagrać, w którąkolwiek z gier to proszę was, dla swojego dobra, nie googlujcie ich. Jeśli macie Steama, wejdźcie na niego i ściągnijcie "Dr Langeskova", przejście gry zajmuje jakieś 20 minut, zrobienie achievementów trochę dłużej, ale po pierwszym rozegraniu będziecie mieć już jakieś pojęcie z czym mamy do czynienia. Nie chcąc zdradzać za dużo, to kolejna gra narracyjna, która podejmuje pewne autotematyczne wątki, a która jest raczej gagiem niż pełnoprawnym tytułem. Widać tu natomiast pomysł i potencjał. Polecam też zapisać się do newslettera studia, które tytuł ten wydało - Crows, crows, crows, warto chociażby dla ich maila potwierdzającego zapisanie do newslettera. Uśmiałem się.

Miałem za sobą dwie gry twórców "The Stanley Parable", nadszedł więc czas, żeby zmierzyć się z samą grą. Kosztowała 12 euro, a ja nadal nie byłem pewny co to takiego, ale na szczęście dostępne jest darmowe demo, ściągnąłem je zatem i... się zdziwiłem. 

Kiedyś lubiłem dema, grałem w dużo dem. Nie kupowałem pełnych wersji gier, bo nie miałem pieniędzy albo było mi ich szkoda, więc kiedyś stwierdziłem nawet, że zostanę "pogromcą dem". Nigdy jednak nie grałem w takie demo jak do "The Stanley Parable". Znowu, samo demo nie przygotuje was na pełną wersję, ale daje pewne pojęcie z czym mamy do czynienia. Znowu jest narrator, znowu wątki autotematyczne, pojawiają się pierwsze wybory...

Zmierzając do podsumowania ujmę to tak: już jakiś czas temu stwierdziłem, że gry komputerowe mogą mieć głębszy sens, a takie "The Walking Dead" Telltale'a więcej nam mówi o ludzkiej naturze niż niejeden film. Tu jednak mamy do czynienia z zupełnie innym podejściem, z grami, które są wyrazem jakichś emocji czy refleksji ich autorów. Jedni malują obrazy, inni piszą wiersza, ci ludzie, tworzą gry i są to gry, po przejściu których naprawdę dochodzi do jakiegoś "przeżycia". Zarówno "The Beginner's Guide" jak i "The Stanley Parable" są grami, które mogą ubiegać się o miano sztuki. Jest to sztuka interaktywna, bardzo współczesna, ale stawiająca pewne ważne pytania dotyczące ludzkiej natury i wywołująca refleksje. Jeśli będziecie mieli okazję zagrać, w któryś z tych tytułów to nie wahajcie się, szczególnie, że nie są to gry długie. Póki co, polecam darmowego "Doktora" i demo "Stanleya", bo jeśli podchodzicie do gier z pewnym dystansem, to rzucą nowe światło na to zjawisko, zaś jeśli jesteście graczami, ale z czymś takim jeszcze nie mieliście styczności... Jest w tym potencjał do zmiany myślenia.

A tu na zachętę zwiastun "The Stanley Parable" w wersje pewnego gracza, który miał swoje sugestie. Polecam szczególnie kobietom, bo to wersja zmodyfikowana zwłaszcza pod nie.






The Cake is a lie.