Stwierdziłem, że niewiele na blogu publikuję, więc może czas to zmienić (po raz kolejny). Wrzucam więc recenzję animacji "Dom" Agnieszki Borowej, który na festiwalu Animator dwa lata temu otrzymał nagrodę specjalną Stowarzyszenia Filmowców Polskich za najlepszy, polski film krótkometrażowy.
Nie ma jak w domu
Agnieszka Borowa jest
debiutantką niezwykłą. W swoim filmie "Dom" odpowiada
bowiem nie tylko za reżyserię i scenariusz, ale także za montaż
czy część animacji. Efektem tej pracy jest bardzo sprawnie
zrealizowana i na wskroś autorska animacja podejmująca temat
relacji rodzinnych. Punktem wyjścia jest tu powrót do tytułowego
domu.
Do ponurego mieszkania w
przygnębiającej dzielnicy powraca młoda dziewczyna. Ojciec nie
zauważa jej przybycia, matka kwituje je kąśliwym: "Schudłaś".
Dalej nie jest lepiej: ojciec narzeka i robi córce wyrzuty, matka
nie okazuje żadnych uczuć, dziadkowie z kolei bardziej
zainteresowani są swoim psem niż kimkolwiek z rodziny. Główna
bohaterka próbuje w tym skomplikowanym układzie znaleźć nie tylko
własne miejsce, ale także poczucie tożsamości.
Agnieszka Borowa roztacza przed
widzami przykrą wizję powrotu do domu. Nie chodzi jednak tyle o
powrót faktyczny, co o mentalną wycieczkę do wspomnień i
wyobrażeń o miejscu, skąd się pochodzi. Świat, w którym
znalazła się główna bohaterka jest umowny, wiele jego aspektów
zostaje wyolbrzymionych. Z widocznej na suficie pleśni kapie woda,
tworząca na podłodze jeziorko z okazałymi rybami.
Reżyserka w pełni wykorzystuje
możliwości, jakie daje jej animacja. Z początku nic nie wskazuje
na to, że ten rodzaj filmu stanowi dla niej lepszy od fabuły wybór.
Już po chwili jednak staje się jasne, że autorka wykorzystuje
medium, by połączyć świat rzeczywisty z wizjami bohaterki, czy to
w scenie, w której ojciec wyławia z podłogi rybę, czy później,
gdy para z herbaty trzymanej przez córkę, łączy się na chwilę z
dymem z papierosa matki, co jest bardzo poetyckim, a jednocześnie
niezwykle prostym sposobem na próbę nawiązania więzi.
Borowa pokazuje widzowi świat
znajomy. Rodzice, którzy nie potrafią wyrazić radości z obecności
dziecka, dziadkowie wspominający nieustannie jak było kiedyś i
nigdy nie trafiający z prezentami. Wszystko to rozgrywa się przy
minimum słów, ważniejsze są bowiem gesty. Nawet jeśli nie są to
obrazy znane widzom z własnych biografii, to zaistniały one jakoś
w naszych życiach, chociażby za sprawą literatury czy filmu.
Z bohaterką "Domu"
łatwo się utożsamić, do samego filmu trudno się jednak wraca.
Nie tylko dlatego, że przeżywanie po raz kolejny przykrej relacji z
rodziną zaraża swoją depresyjnością. Oglądanie go jest bolesne,
ponieważ autorka celnie portretuje ludzkie charaktery. Trudno nie
zakończyć seansu z poczuciem, że bohaterowie filmu Borowej to nie
animowane postaci, ale ludzie z krwi i kości, mieszkający na tym
samym osiedlu, w tym samym bloku, a może w tym samym domu.
Dziękuję za recenzję. Bardzo się cieszę! Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń