piątek, 17 października 2014

Filmy konfliktowe, czyli po jakich tytułach poznać człowieka?

Na świecie jest wielu ludzi, którzy nie traktują X muzy jako czegoś świętego, a kino jest dla nich raczej rozrywką i okazją do spotkania się ze znajomkami, niż jakąś ważną częścią życia. Są też ludzie, którzy nie potrafią sobie wyobrazić egzystencji bez ruchomych obrazków. Niezależnie od tego, do której grupy należycie istnieje kilka filmów (czy też serii), które was w jakiś sposób definiują. Z pewnością nie raz doświadczyliście zawodu, kiedy bliska wam osoba (czy tez taka, z którą czujecie wspólne wibracje) oświadcza, że nie podobał jej się wasz ukochany film, bo coś tam, coś tam i coś tam. Czy pamiętacie ten cios? Być może nie, bo nie wszystkie filmy odbiera się emocjonalnie, ale wyobraźcie sobie, że wasz najbliższy przyjaciel bądź przyjaciółka otwarcie hejtuje wasz ukochany film. Jak długo pozostanie w waszym kręgu znajomych? Ba, jak długo utrzymacie go przy życiu? Oto lista filmów, po których możecie zweryfikować czyjś gust:


1. Drive
Pamiętacie ten film z Ryanem Goslingiem, który reklamowany był jako coś pokrewnego "Szybkim i wściekłym", a bliżej okazało się temu być do "Między słowami"? Nie ma chyba osoby, która stwierdziłaby, że ten film jest "ok". Nie wierzę, że można zachować wobec niego neutralność. Albo zakochujesz się od razu w dziele Refna, albo odrzuca cię ono momentalnie. Jedni widzą w tym kicz i schemat, inni finezyjne łączenie różnych gatunków i konwencji oraz tworzenie niezapomnianego klimatu. Niezależnie od grupy, w której się znajdujecie, wspomnienie o tym filmie i sprowokowanie rozmówcy do wygłoszenia opinii, da wam duże pojęcie o tym jak ta osoba patrzy na filmy w ogóle.


2. Mordercza opona/Dom w głębi lasu
Dwa filmy, które opierają się na podobnym zabiegu, którym jest posługiwanie się ironią. Pierwszy film jest głupi i nie ma sensu, z tym że autorzy mówią o tym wprost już na samym początku. Burzą czwartą ścianę (tę za którą kryje się widz) by nawiązać bezpośredni kontakt. Kto tego nie zauważy, może stracić czas, pozostali prawdopodobnie będą bawić się świetnie oglądając przygody toczącej się opony o telekinetycznych zdolnościach. Z "Domem w głębi lasu" jest podobnie, tzn. jeśli ktoś nie potrafi odczytać zawartej w filmie ironii, to spędzi półtorej godziny oglądając do bólu schematyczny horror, z niezrozumiałymi wstawkami ni to komediowymi ni to thrillerowymi. Poprawnie odczytany zamysł twórców i znajomość podstawowych zasad rządzących kinem grozy otwiera możliwość dobrej zabawy, ubawu po pachy i zapadających w pamięć momentów. Pytanie brzmi: czy wasz rozmówca rozumie ironię?


3. Gwiezdne Wojny
Saga "Star Wars" jest o tyle ciekawym przypadkiem, że dzieli się ją na dwie trylogie starą i nową. Już niedługo dołączy do nich trzecia i wtedy zastanowić się trzeba będzie jak nazywać "Mroczne Widmo" + "Atak Klonów" + "Wojnę Sithów". Zanim to jednak nastąpi można przeprowadzić ciekawe doświadczenie. Moment pierwszego obejrzenia Gwiezdnych Wojen i kolejność ich wyświetlania dla ludzi z mojego pokolenia w dużej mierze zależał od rodziców. Ja miałem o tyle fajnie, że tata postanowił przybliżyć mi enigmatyczne postaci z chetoosowych żetonów i najpierw obejrzał ze mną Starą Trylogię, a potem chodziliśmy do kina na nową. O ile seanse w kinie wspominam miło, o tyle zawsze wolałem części od IV do VI. Dzisiaj potrafiłbym wskazać dlaczego, nie o to jednak chodzi. Pierwsza kwestia jaką warto poruszyć to to, czy w ogóle nasz znajomy oglądał SW. Jeśli nie... to musi się wytłumaczyć, bo to fenomen kulturowy na taką skalę, że uczestniczenie w nim jedynie z perspektywy obserwatora jest dosyć niezrozumiałe. Kolejną kwestią jest kolejność. Warto dowiedzieć się czy ktoś skrzywdził naszych interlokutorów i pokazał im sagę w kolejności I-VI, czy też byli na tyle uświadomieni, że obejrzeli ją od IV do VI, a potem I-III, czyli w kolejności powstawania. A może stało się coś jeszcze dziwniejszego i zaczęli swą przygodę w bardzo dalekiej galaktyce od części trzeciej, która oglądana autonomicznie stanowi jeden, wielki spoiler. Są to tematy na długie rozmowy i o ile nie jest się hardkorowym fanem Star Warsów można czuć pociąg do ich przeprowadzenia.

To tyle jeśli chodzi o podstawy kontrowersji. W przyszłości być może poszerzę temat o kolejne przykłady, teraz chciałem jednak przypomnieć o swoim istnieniu tym krótkim materiałem. Nie dajcie się zagiąć i brońcie swoich opinii (pamiętając jednak, że tylko krowa nie zmienia zdania).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz