Gdzieś na początku tego tygodnia byłem na "Mieście 44". Nie podobało mi się. Piszę o tym w innym poście, ale trudno wskoczyć z powrotem w mój tok myślenia, a to już połowa wpisu, więc mam nadzieję wrzucić to innym razem.
Tymczasem we wtorek obejrzałem nowe "Sin City". Zauważyłem, że ostatnio wychodzi mi oglądanie filmów parami. Najpierw "Kanał" i "Miasto 44" potem "Wielki Sen" i "Sin City 2: Damulka warta grzechu". Dla tych z was, którzy nie wiedzą "Wielki Sen" to film z 1946 roku z Humphreyem Bogartem w roli Philipa Marlowe'a, prywatnego detektywa. Kino noir w pełnej krasie, czyli fajki, alkohol i kobiety fatalne, a także gęsto ścielący się trup. "Sin City" garściami czerpie z kina noir. Jest więc czerń i biel, są skorumpowane gliny i generalnie miasto, w którym raczej nie chcielibyśmy się znaleźć po zmroku, a zmrok z kolei panuje cały czas. I chociaż jak to zwykle bywa, drugą część dobrze jest porównywać z pierwszą, to ciekawie jest również odnieść ten film do gatunku, który leży u jego podstaw.
Drugie "Sin City" jest bardzo rozwlekłe i za dużo w nim widać pieniędzy. To być może śmieszny zarzut, ale siłą kina noir była kameralność. Ciasne scenografie, mało światła, ale za to te teksty! Perełki scenariopisarstwa. "Sin City" jest kręcone w studio, wykorzystuje bowiem efekty komputerowe, dla osiągnięcia tych charakterystycznych dla siebie kolorów/odcieni i tak to się jakoś niektórym składa, że kiedy kręcą w studio, to te wnętrza muszą być ogromne. Weźmy takie "Gwiezdne Wojny: Atak Klonów". Film wygląda sztucznie, bo aktorzy zasadniczo ograniczają się do wąskiej przestrzeni, ale za nimi widać jakieś masywne kolumny, które oddzielają obszerne korytarze, na których nic i nikt nie stoi i nikt nie będzie stał, bo to tylko komputerowo nałożone tło. Podobnie jest tutaj. Chociaż bohater przebiega pod odcinku 2mx5m, to zanim widać jakieś wielkie, niezagospodarowane przestrzenie, które nigdy nie zostaną wykorzystane. Może już polepszam w pamięci część pierwszą, ale mam wrażenie, że tam nie popełnili tego błędu.
Poza tym jak na film czarno-biały jest w nim zdecydowanie za dużo kolorów. Pojawia się różowy, niebieski i zielony (duuużo zielonego, bo tego koloru są w filmie oczy Avy Lord granej przez notorycznie rozebraną Evę Green), które co prawda pojawiały się już w części pierwszej, ale chyba jednak subtelniej (albo znowu polepszam w pamięci).
Wychodzi mi trochę recenzja "Sin City", a tę napisałem osobno... i muszę sprawdzić... i wrzucić... agrr... Ale przesłanie może będzie takie... oglądajmy filmy noir. Bo są po prostu kozackie.
A na koniec końców parodia "Sin City" w wykonaniu ekipy 5 second films
https://www.youtube.com/watch?v=jGiKfOlKwlY
_04.jpg)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz