Drodzy Państwo czy mogę zacząć od dryfu? Dziękuję.
Dawno, dawno temu na kulturoznawstwie miałem zajęcia ze scenariopisarstwa. Zadaniem zaliczeniowym było napisanie treatmentu do początku historii, który wymyśliliśmy wspólnie na zajęciach. Historia miała być o mechaniku Heńku (albo jakoś inaczej na "H"), do którego warsztatu przybywa kobieta, oddaje mu samochód do naprawy, a w tym samochodzie Heniek znajduje coś i to coś wpływa na jego dalsze losy.
Czytaliśmy te treatmenty jeden po drugim. W takim ciągu w pewnym momencie historie zaczynają się zlewać jeśli występują w nich podobne elementy. Heniek najczęściej znajdował krew albo jakiś przedmiot, który przypominał mu o jakiejś smutnej historii z wypadkiem samochodowym. Zwykle skręcało to w stronę "polskiego dramatu" czyli pojawiał się alkohol albo śmierć, generalnie raczej przybijające motywy. Mnie na szczęście udało się jakoś od tego odbić (chociaż mój Heniek także znajdował krew... ">>Heniek patrzy na zderzak i zauważa...<< - Jak Państwo myślicie, co zauważył? -KREW! ->>zauważa plamę krwi<<"), bo poszedłem w schematy gatunkowe, które jakoś starałem się ogrywać, ale puentą jest to, jak czasem nieświadomie wpadamy w pewne pułapki tematyczne.
Dlaczego o tym wspominam? Otóż trzy filmy, o których chciałem krótko napisać oglądałem w ciągu, w takiej kolejności w jakiej są zawarte w tytule, tyle, że zaczynając od "Trzech pamiątek...".
"Trzy pamiątki z mojej młodości" Arnauda Despechina to film składający się z trzech historii Paula Dedalusa. Z tych trzech historii, z których pierwsza jest o matce psychopatce, druga o pomaganiu imigrantom ze wschodu w ucieczce z Paryża, a trzecia o młodzieńczej miłości do Ester, to ta trzecia jest głównym tematem filmu. Film, który trwa dwie godziny startuje w zasadzie po trzydziestu minutach i można go spokojnie zacząć oglądać, dopiero od trzeciego rozdziału. Widz, który znał wcześniejszą twórczość reżysera, na moje pytanie czy tylko mnie się wydaje, że przedłużony początek jest niepotrzebny wyjaśnił, że Mathieu Amalric (grający dorosłego Paula, który relacjonuje te wszystkie historie) grał go już wcześniej, stąd jego udział jest uzasadniony (ja argumentowałem, że wydaje się być wciśnięty na siłę, tylko po to, żeby film miał znane nazwisko w obsadzie). W każdym razie, ta trzecia historia robi z "Trzech pamiątek..." film o dorastaniu, pierwszych uczuciach, poważniejszych relacjach, życiowych decyzjach...
...to zupełnie jak "Lęk przed niczym"!
"Peur de rien" Danielle Arbid, to trochę autobiograficzna opowieść o młodej dziewczynie z Libii, jeśli dobrze pamiętam, która przybywa do Paryża i próbuje sobie ułożyć tam życie. Nie jest to proste, bowiem musi uciekać z domu, w którym miała mieszkać, gdyż wujek próbuje się do niej dobrać. Widz podąża więc za Liną, która miota się między kolejnymi, skrajnymi ideologicznie znajomymi (od skinheada nacjonalisty, po lewicowego wydawcę undergroundowej gazety), poznaje kolejnych mężczyzn, z których większość patrzy na nią jedynie jako na osobę do seksu. Gdzieś między jednym ważnym wydarzeniem a drugim, Lina zmienia się w dojrzałą kobietę, która ma jakąś przyszłość na obczyźnie. Film z jednej strony pokazuje trudy wchodzenia w dorosłość, a z drugiej życie imigranta w kraju, w którym jako komuś obcemu nie jest wcale lekko...
...to prawie jak w "Mediterranerze", tylko że z perspektywy innej płci!
Bohaterem "Meditarranei" Jonasa Carpignano jest Ayiva, który ucieka z Burkina Faso w poszukiwaniu lepszego życia i środków do utrzymania swojej rodziny. Ayiva trafia do Włoch, gdzie, dzięki pomocy innych imigrantów, udaje mu się dostać pracę na plantacji pomarańczy. Mężczyzna szybko się uczy i ciężko pracuje, toteż zostaje zauważony przez jednego z pracodawców i otrzymuje dodatkowe zlecenia przy rozładunku i tym podobnych sprawach. Ayiva część pieniędzy wysyła swojej partnerce i córce, które zostały w kraju, a dla których nie ma w zasadzie miejsca we Włoszech (nie ma bowiem pracy dla kobiet, a i z dachem nad głową nie jest kolorowo). Na imigrantów krzywo patrzą włoscy dresiarze, którzy chętnie okazują to wyzywając ich czy zaczepiając na ulicy. Ostatecznie to napięcie, podniesione dodatkowe śmiercią dwóch czarnych w policyjnej strzelaninie prowadzi do ulicznych zamieszek, przejawów chuligaństwa i konfrontacji z dresiarzami. Film Carpignano stara się obiektywnie pokazać los imigrantów, którzy z jednej strony chcą ciężko pracować, z drugiej idą często na skróty kradnąc coś czy kombinując w inny sposób. Ostatecznie obraz jaki wyłania się z tego filmu jest raczej pozytywny i moim zdaniem to ta produkcja, a nie "Dheepan" powinna wejść do polskiej dystrybucji pod tytułem "Imigranci". Chcemy porozmawiać o problemie, to zróbmy to w rzetelny sposób.
Jeśli chodzi o związek między "Mediterraneą" a "Peur de rien", to powtarzają się tu pewne motywy związane z byciem imigrantem w europejskim kraju, sam temat jest już podobny, różne są jednak kierunku. O ile bowiem historia Liny, idzie raczej w stronę filmu o młodych dorosłych, o tyle losy Ayivy, spaja problematyka imigrancka.
To prawdopodobnie przedostatni wpis dotyczący Festiwalu Scope, zostały mi do zrelacjonowania trzy seanse, z których do jednego nie mam pojęcia jak podejść, drugi to film o marokańskich prostytutkach, a trzeci to chyba najprzyjemniejsza produkcja ze wszystkich, ale i tak raczej top2 niż top1. Muszę to jeszcze przemyśleć.
Udanej niedzieli :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz