sobota, 26 lipca 2014

Lovecraft i Cthulhu, czyli co się czai w Arkham

Przeczytawszy dwa tomy opowiadań H.P.Lovecrafta, pisarza, który znany jest z wymyślenia postaci Cthulhu i stworzenia fundamentów pod całą mitologię związaną z Przedwiecznymi, a także po zagraniu wreszcie, porządnie w kilka gier planszowych inspirowanych jego twórczością ("Znak Starszych Bogów", "Posiadłość Szaleństwa" i "Horror w Arkham"), czuję potrzebę zderzenia tych dwóch płaszczyzn i podzielenia się moimi refleksjami.


Obraz świata, który wyłania się z tych gier, a także z potocznej wiedzy o Cthulhu, który staje się co raz bardziej rozpoznawalny, chyba głównie za sprawą plakatów w rodzaju "Cthulhu na prezydenta", czy odwołaniom do niego w Chacie Wuja Freda, odbiega od tego co znajdujemy w opowiadaniach. W grach planszowych bazujących na mitologii Cthulhu wcielamy się w badaczy mających za zadanie powstrzymać przybycie któregoś Przedwiecznego (jest ich bowiem kilku) zdobywając znaki starszych bogów (w "Znakach Starszych Bogów") czy zamykając/pieczętując bramy do innych światów (w "Horrorze w Arkham"). W ciągu gry odbywamy też najczęściej kilka spotkań z pomniejszymi potworami, które możemy (a czasem musimy) pokonać, żeby otrzymać jakieś korzyści, a częściej po prostu przetrwać. Badacze różnią się między sobą, ale zwykle mamy do wyboru jakichś naukowców, którzy są typowymi "mózgami" i jeśli w ogóle będą walczyć, to z pomocą magii lub technologii, a także gangterów i stróżów prawa, którzy reprezentują "koksów", chodzących wszędzie z giwerami.

Tymczasem w opowiadaniach Lovecrafta "mózgi" rzadko są postaciami pierwszoplanowymi, zaś "koksów" ze świecą szukać. Jego twórczość przesiąknięta jest niepokojem i gęstą atmosferą strachu, jednakże rzadko dochodzi tam do fizycznych spotkań ze złem. Zwykle główny bohater, będący najczęściej przypadkowym podróżnym, który wybrał złą okolicę na cel wycieczki, spotyka reprezentantów kultu, czarowników czy po prostu jakiegoś obłąkanego miejscowego, który kiedyś coś usłyszał. Cechą reprezentatywną dla twórczości Lovecrafta jest sposób narracji. Najczęściej są to opowieści szkatułkowe, bohater spotyka kogoś, kto opowiada historię, w której ktoś opowiada jeszcze jakąś historię, więc na dobrą sprawę bohater ma do czynienia z informacjami z drugiej czy trzeciej ręki. Przypomina to opowieści snute wieczorami przy ognisku, coś jak "Czy boisz się ciemności" - trochę straszno, ale zasadniczo nic już nikomu nie grozi. Często też bohater odnajduje jakiś pamiętnik czy list i odtwarza historię na podstawie tego typu materiałów. Chodź może się to wydawać mniej efektowne od śledzenia losów badaczy, którzy walczą z potworami, to jednak tworzy to specyficzny klimat, oddziałujący na czytelnika. Spoiwem dla części opowiadań jest właśnie mitologia Cthulhu i powtarzające się postacie Przedwiecznych, a także "Necronomicon", starożytna księga napisana przez szalonego Araba Abdula al-Hazreda, w której znajdują się inkantacje, umożliwiające przywołanie prawdawnych bóstw.


Nie jest tak, że cokolwiek zarzucam twórcom planszówek. Rozumiem, że stworzenie "grywalnej" gry wiąże się dostarczeniem pewnych elementów, a Lovecraftowski klimat, jest dość trudny do oddania w formie dynamicznej historii. Najbliżej twórczości trafia chyba "Posiadłość Szaleństwa", w której gracze wchodzą do tajemniczego budynku, nie wiedząc jaki mają cel. W toku gry są atakowani przez różne mniej lub bardziej przerażające potwory, których w większości nie są w stanie pokonać, więc walczą po prostu o przeżycie do momentu, w którym dowiedzą się o co tak naprawdę chodzi. Ten klimat beznadziejności sytuacji i braku większego wpływu na ostateczne rozwiązanie jest tym co u Lovecrafta uwodzi najbardziej. Przytłaczająca świadomość, że pojedynczy człowiek jest nikim w porównaniu z przedwiecznym złem. To świat, w którym nie ma miejsca na heroizm, bo ci którzy robią krok w nieznane, giną pierwsi.

Serdecznie polecam twórczość tego autora, szczególnie zbiór opowiadań "Zew Cthulhu". To pozycja, z którą warto się zapoznać, choćby po to, żeby dowiedzieć się o co z tym całym Cthulhu chodzi. Warto zagrać też w gry z uniwersum Lovecrafta, chociaż może nie są to pozycje, które poleciłbym osobom dopiero zaczynającym swoje przygody z planszówkami. Ostatecznie, bycie kopanym przez grę i świadomość balansowania na granicy przegranej może zniechęcać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz