Tak, wiem. Napisałem raptem osiem postów i zapadłem się pod ziemię. Nie ma czego zbierać? Możliwe, ale podobno wakacje są lepszym czasem na robienie postanowień, niż wigilia Nowego Roku (ze względu na atmosferę), a ja chciałbym mimo wszystko siedzieć w tym fotelu dlatego wracam i tym razem mam zamiar być bardziej systematyczny.
Skończyło się "Californication", kiedyś mój ulubiony serial, dziś jedynie cień dawnej świetności. Przy okazji premiery siódmego sezonu pisałem już co mi w nim nie pasuje i jaki mam do niego stosunek, dlatego nie będę poświęcał czasu na ten temat. Uznałem jednak, że koniec serialu, który oglądałem w zasadzie przez 1/3 życia (sporo) to dobry moment, żeby zrobić jakieś podsumowanie i ruszyć z robotą.
1. Dlaczego zakopałem się pod ziemię.
Jest coś takiego, i przypuszczam, że niektórzy z was też to mają, że w obliczu jakiegoś poważnego, przytłaczającego wręcz zadania zamieracie i odkładacie część rzeczy, pozornie skupiając się na tej jednej stanowiącej wyzwanie. Weźmy taką sesję. Niby nic, kilka zaliczeń, ale w części "atrakcji" nie weźmiemy udziału, bo "jutro egzamin", "muszę się uczyć" albo coś w podobnym guście. A z drugiej strony zwiększoną popularnością cieszą się wtedy strony, na których można podejrzeć co robią pandy, a wiele osób odkrywa także w tym czasie jakiś nowy serial (ja należę do tych drugich - "Fineasz i Ferb", polecam). I zwyczajna, systematyczna praca załatwiłaby sprawę, ale ilu z nas może o sobie powiedzieć, że są systematyczni?
2. Jak postanowiłem wykorzystać wolny czas.
Wakacje żegnaj szkoło! Witajcie praktyki, szukaj się praco, nadejdź motywacjo do działania! Jakiś czas temu podjąłem wyzwanie przeczytania 52 książek w rok... Poległem i to nawet nie na specjalnie grubej pozycji. Wracam jednak do tego celu i mam zamiar w każdy tydzień wakacji przeczytać jedną pozycję. Zrobiłem już przymiarkę i przedwczoraj skończyłem czytać "Tytańskich Graczy" Philipa K. Dicka. Teraz nadszedł czas na zbiór opowiadań Kurta Vonneguta, a w kolejce czeka też duet Gainman-Pratchett oraz Fryderyk Nietzsche (ten ostatni trochę nie pasuje do towarzystwa, ale nie ocenia się książki po okładce... heh).
3. Co do samego Dicka...
To niesamowite jakie historie tworzył ten człowiek. Idąc do biblioteki mogą wybrać dowolną jego pozycję i będzie mi się ją czytało znakomicie. Koncepcje jakie rodziły się w jego głowie są z jednej strony fantastyczne (w znaczeniu niewyobrażalne) a z drugiej oczywiste (w znaczeniu czytelnika myślącego: "takie proste, że też ja na to nie wpadłem"). Inna sprawa, że Dick sporą część życia spędził na haju, co zasadniczo widoczne jest w jego twórczości. Kto by się tym jednak przejmował. Jeśli proszkami można tak pobudzić umysł, to gdzie jest moja działka? (żartuję, jestem chory, łykam tylko witaminę C)
4. Inne rzeczy
Projekt, który powstał późny, a który już zaczyna oddziaływać na moje życie filmowe, czyli fanpage: "Filmy, w których Tom Cruise nie biega", to także coś do czego chciałbym zaprosić. Część z was już to pewnie śledzi, część być może nie lubi Toma Cruise'a. Generalnie idea jest taka, że staram się stworzyć listę filmów, w których Tom nie będzie biegł... póki co nie mam ani jednej pozycji, ale pomysły co obejrzeć są, więc to się może zmienić. Postanowiłem także usystematyzować Miszcza Painta (link poniżej), który, jeśli brać pod uwagę ilość, a nie jakość, stanowi jak dotąd moje największe osiągnięcie z dziedziny działań kreatywnych. Dużo ludzi go lubi, mało się tam dzieje, więc postaram się coś z tym zrobić.
Muszę chyba stworzyć jakąś ramówkę... Nadejdzie. A tymczasem trzymajcie się ciepło i nie chorujcie latem, bo to głupie.
Miszcz Painta
(nie)biegający Tom
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz