wtorek, 21 października 2014

Pisanie dla ludzi rozumnych, czyli dlaczego czasem mi się odechciewa?

Myślę, że poniższy post będzie w sposób bezpośredni związany z tym o czym traktował poprzedni.

Kocham filmy do tego stopnia, że trudno mi wyobrazić sobie życie bez nich. Od pewnego momentu także o nich piszę i publikuję swoje recenzje tu i ówdzie. Pisanie ma jednak swoje poważne minusy, zwłaszcza jeśli publikacje mają miejsce w internetach. W mówieniu o filmach czy w dyskutowaniu o nich najciekawsze jest wyrażanie poglądów i zwracanie uwagi na różne elementy danego obrazu, który przez różne osoby, mógł być odbierany w różny sposób. Tu swoją wyższość okazuje rzeczywisty dialog, kiedy ktoś wyraża swoją opinię, ktoś inny może się wtrącić, dopowiedzieć, albo skontrować, podczas gdy tekst zamieszczony w internecie musi bronić się w zasadzie sam, bo komentarze odautorskie pod własnym tekstem, raczej nie służą jego korzyści.


Publikuję w dwóch miejscach na Kontrze, studenckim portalu, gdzie mogę to zrobić w dowolnym momencie i na Filmwebie, gdzie na weryfikację muszę czekać jakieś 3 tygodnie, co w przypadku recenzji jest w zasadzie wiecznością. Ostatnio w oba miejsca wrzuciłem moją opinię o "Mieście 44". Pod linkiem do Kontrowego materiału na Facebooku wywiązała się jakaś dyskusja, ktoś powiedział, że tekst jest fajny, wpadły jakieś lajki, generalnie miło. Wczoraj ten sam tekst ukazał się na FW... i zostałem pożarty.

Nie tyle irytuje mnie czy też smuci fakt, że stałem się obiektem pewnego rodzaju ataków (natury wyzwiskowej) co to, że do przymiotników się komentarze ograniczyły. Zdarza mi się zjeżdżać ludzi i niestety prawdą jest, że komentuje się chyba częściej teksty, które wywołują negatywne emocje, niż te, które nam się podobają. Za każdym razem kiedy wyrażam swoją opinię staram się jednak zwrócić uwagę na powody, dla których uważam dany tekst czy jego fragmenty za słabe. Tymczasem komentarze pod recenzją "Miasta 44" brzmiały tak:

"No to zdębiałem... czytając tą recenzję. Ciekawe, że tak wielu rzeczy autor recenzji nie zrozumiał w tym filmie. A generalnie film nie jest jakoś bardzo skomplikowany. Pozdrawiam."

"pitolenie bez sensu . film jest genialny, świetny i to chyba najlepszy z polskich filmów nie tylko wojennych :)"

"autor jest ignorantem. dziękuje"

Dla wszystkich, którzy oglądali "Miasto 44" z podobnymi odczuciami co ja powyższe wypowiedzi mogą się wydać co najmniej dziwne. Film faktycznie nie był skomplikowany, ba! nie wiem nawet cóż tam było do rozumienia. To trochę przykre, że ludzie dają sobie wciskać takie kity i jeszcze uważają je za arcydzieła.


W wakacje swoją premierę miał "Frank" taki film z Michaelem Fassbenderem, który ma zespół i nosi maskę. W swojej recenzji napisałem, że w końcu tę maskę ściąga, gdyż nie uznałem tego za istotne dla odbioru filmu. Dlaczego? 1. Nie o tym traktuje film, chodzi w nim raczej o pokazanie choroby psychicznej, pewnych toksycznych zachowań i relacji międzyludzkich w dobie internetu. 2. Wiem, że Franka gra Fassbender, wiem jak wygląda Fassbender i każdy kto wpisze sobie w google "Fassbender" jeśli tego nie wiedział, to też się dowie. Mówienie o spoilerze w tej kwestii ma sens tylko, gdyby informacja o tożsamości aktora odgrywającego zamaskowanego wokalistę byłaby tajna, tymczasem jest to największe nazwisko na plakacie.

Wszyscy komentatorzy mojej recenzji uznali to jednak za najważniejszy aspekt filmu, wyrzygując mi, że mogłem sobie oszczędzić tej informacji i generalnie wołając "spoiler, olaboga". Nie czuję się winny, moje sumienie jest spokojne, martwi mnie za to co innego. Jeżeli ktoś skupia się na aspekcie z perspektywy fabuły mniej istotnym, przy filmie, który stara się mieć jakieś przesłanie, to jakie są szanse, że to przesłanie zauważy? Raczej niewielkie.

Pewnie nie powinienem się przejmować i w ogóle olać czytanie tych komentarzy, ale z naturalnej ciekawości czy też próżności zawsze sprawdzam co ktoś pisze pod moim "dziełkiem". Tylko, że zwykle okazuje się, że czytają mnie ludzie, którzy patrzą na filmy w zupełnie inny sposób i wyrzygują mi rzeczy z warstw rozumienia, zupełnie powierzchniowych. Spuentuję to może tekstem jakiegoś nieznajomego komentatora pod moją recenzją "Lucy" i niech to będzie moje zdanie o tych wszystkich widzach, którzy minęli się z filmami.

"ciekawe jest obserowanie, gdy głupi ludzie oceniają coś mądrzejszego od nich."

Niestety.


Wszystkie recenzje i komentarze pod nimi do przeczytania tutaj:
http://www.filmweb.pl/reviews/Pora%C5%BCk%C4%85+o+kl%C4%99sce-16538 - Miasto 44
http://www.filmweb.pl/reviews/Podr%C3%B3%C5%BC+do+wn%C4%99trza+g%C5%82owy-16033 - Frank
http://www.filmweb.pl/reviews/Mniej+ni%C5%BC+zero-16416 - Lucy

1 komentarz:

  1. Generalnie to raczej kwestia tego, że Polacy to raczej niemiłe zgromadzenie internautów. Wolimy zmieszać z błotem każdego kto się wychyla. Pozostaje nie czytać komentarzy, albo ignorować te nieciekawe bądź głupie.

    OdpowiedzUsuń