sobota, 6 grudnia 2014

Typologia Klientów Kinowych część II, czyli mniej zauważalni lecz wciąż irytujący

Jako, że wiecie już o co chodzi, nie będę przedłużał i przejdę od razu do rzeczy. Ci z was, którzy myśleli że są tylko cztery typy dziwnych zachowań w przestrzeni kinowej srodze się zawiodą.

6. PRZESTAWIACZE

Pamiętam jak w liceum jeden z moich kolegów zostawił na środku stołu papierek po kanapce czy jakiejś innej formie posiłku, na pytanie dlaczego to zrobił, odpowiadając "Daję sprzątaczkom zajęcie" (czy coś podobnego o tym sensie). Pracując później w multipleksie zrozumiałem, że ludzie pracujący zawodowo jako sprzątacze absolutnie nie narzekają na brak zajęcia, a takie w oczywisty sposób chamskie posunięcia tylko pogarszają ich dzień.

Przestawiacze to grupa ludzi, która wyspecjalizowała się właśnie w takim uprzykrzaniu życia osobom pracującym w kinie, za życiową misję zakładając sobie wprowadzenie własnego "porządku" w kinową przestrzeń. Nie są to śmieciarze, bo rzeczy, które zazwyczaj trzeba sprzątnąć swój początek mają w kinie z tym że zwykle w innym miejscu (na barze, w gablocie z ulotkami itp.). To tacy ludzie, którzy rozpoczynają jakąś czynność, doprowadzają ją do punktu kulminacyjnego, następnie jej nie kończąc. Czyli na przykład ulotki, które przeczytali zostawiają w miejscu, w którym skończyli je czytać. Albo kubek po kawie pozostawiają tam, gdzie wypili ostatni łyk. Nie wiem co jest tego przyczyną, pewnie zwyczajne buractwo, bo trudno zapomnieć albo nie zauważyć kubka, który leży bezpośrednio przed twoimi oczami. Co innego filiżanka ze spodeczkiem, rozumiem, że w tym przypadku, ktoś może po prostu kupować obsługę w cenie (chociaż uprzejmym gestem jest odniesienie naczyń przy wyjściu, jeśli nie jest to typowy lokal, w którym po prostu odchodzi się od stolika).
W skrócie: to ludzie, którzy na nowo wymyślają dla mnie przestrzeń, znajdując nowe miejsca dla rzeczy, do których usytuowania już zdążyłem się przyzwyczaić.


7. NIEUFNI

To dla mnie zjawisko nowe. W kinie, w którym obecnie pracuję bilety drukowane są na dość dużych kartonikach koloru białego z wyraźnie zapisanymi na nim danymi filmu.
Kasowanie takiego biletu wygląda następująco:
a) klient podchodzi
b) klient podaje bilet
c) bileter odbiera bilet i sprawdza dane
d) bileter przedziera bilet/robi dziurkę magicznym dziurkaczem
e) bileter oddaje bilet
f) klient wchodzi na salę

Oczywiście ten proces opatrzony jest licznymi dodatkami werbalnymi, takimi jak chociażby zwroty grzecznościowe. Na poziomie stricte wizualnym wygląda jednak tak, jak to opisałem powyżej. Okazuje się, że nie dla wszystkich ten schemat jest do zaakceptowania, zdarzają się bowiem klienci, którzy modyfikują znacząco punkt "c", w którym bileter pozbawia ich na kilka sekund biletu. Klienci ci nie godzą się na taki stan rzeczy i silnie trzymają się swojej już przecież własności, zmuszając tym samym do zbliżenia się i przeprowadzenia całego procesu "na ich rękach". Nie muszę chyba tłumaczyć, że jest to bezsensowne wydłużenie czasu obsługi (zawsze to te parę, nikomu niepotrzebnych sekund), bo muszę go przeznaczyć na doznanie szoku, przestawienie swojego myślenia na "o nie, znowu jeden z tych", a następnie skrócenie dystansu w celu wykonania pozostałych czynności. Nie mam pomysłu skąd się to bierze. Odkąd pamiętam bilety oddawało się osobie sprawdzającej, które następnie je oddawała. Ewentualnie to osoba sprawdzająca mogła zdecydować o tym, że nie chce go odbierać, bo widzi/nie musi/wie/pamięta/cokolwiek. Ale takie siłowanie się o kawałek papieru jest niemalże wbrew tradycji! Nie wspominając już o tym, że wygląda tak, jakby klient miał mi coś do powiedzenia... Na zewnątrz... Na gołe klaty.


8. NIEDOINFORMOWANI

Wynalazek internetu dał ludziom dostęp do mnóstwa informacji, będących w zasięgu kliknięcia. Nie musi to być wcale wiedza tajemna, skomplikowane terminy czy prawdy objawione, może to być na przykład repertuar waszego ulubionego kina, albo informacja o tym, gdzie grany jest film, który chce się zobaczyć. Oczywiście nie dyskredytuję ludzi, którzy internetu nie mają lub też nie potrafią z niego korzystać, ale tego typu wiedzę można również czerpać z różnych gazet bądź bezpośrednio z kina, a jej źródłem wcale nie musi być obsługa. Kina zawsze mają wywieszone repertuary, ulotki konkretnych tytułów oraz wyświetlają zwiastuny (które można także obejrzeć w internecie), każdy kto chce być zorientowany, może łatwo to zrobić. Dlatego, gdy ktoś podchodzi do mnie z pytaniem "Co teraz gracie?" albo "O czym jest ten film? A ten? A tamten?" chcąc być dostać streszczenie fabuły każdego tytułu w ofercie, albo gdy absolutnie zabija mnie pragnąć odpowiedzi na "A dobry jest", to troszku się irytuję.
Rozumiem, że można nie dopuszczać do siebie płynących ze świata informacji (co leży u podstaw Analfabetów z poprzedniej części Typologii...), ale żądanie ode mnie rozstrzygnięcia kwestii absolutnie subiektywnej w obliczu mojej kompletnej nieznajomości gustu, charakteru czy preferencji danej osoby jest co najmniej naiwne... by nie powiedzieć po prostu głupie. Myślę, że każdy może dojść do takiego stopnia samoświadomości, by autonomicznie podejmować decyzje o wyborze filmu, na którym będzie skłonny spędzić półtorej godziny życia.


9. ZAUWAŻALNI

Nazwa nie do końca oddaje to o czym zaraz napiszę, ale już za długo próbuję nazwać tę grupę, wiec po prostu ją opiszę.
To ludzie czasami będący podgrupą Niedoinformowanych, czasem zupełnie nie mając z nimi związku. Tym co jest wyznacznikiem przynależności do niej jest fakt żądania od obsługi by ta skupiła na nich swoją uwagę. W jaki sposób to robią? Najczęściej szokując... przeważnie głupimi pytaniami w rodzaju "Przepraszam czy mogę wyjść do toalety?", "Przepraszam czy mogę [wyjść] jeszcze coś kupić?" albo "Przepraszam, czy jeśli wyjdę to pan mnie wpuści?". Nawet nie macie pojęcia jak wielkie jest parcie, by odpowiedzieć stanowczym "NIE".

Rozumiem, że kino jest specyficznym obiektem, ze swoim jasnym podziałem na salę projekcyjną i część przejściową przeznaczoną zwykle do czekania na seans. To jednak klient finansuje tego typu obiekt, zostawiając w nim swoje pieniądze, jest więc osobą uprzywilejowaną. Poza tym, to nie teatr, żeby nie można było wejść na salę po rozpoczęciu seansu. Oczywiście, film udowodnił, że może być kulturą wysoką (jeśli wciąż utrzymujemy, że podział na k. wysoką i k. niską istnieje), ciągle jednak ciągnie się za nim łatka "jarmarcznej rozrywki", w której ma swoje początki, z czym wiążą się przyzwolenia na pewne zachowania. I o ile trudno jest wyobrazić sobie spektakl teatralny, w którym widownia żywo reagowałaby na to co dzieje się na scenie, np. wyśmiewając nieudolną grę aktorską, o tyle taka sytuacja w podczas seansu kina klasy B (podczas seansu VHS HELL chociażby - polecam), jest jak najbardziej do przyjęcia, a może nawet polepszyć odbiór.

Przedstawiciele tej grupy nie zawsze zadają pytania, często jednak tematycznie krążą wokół fizjologii machając na przykład i głośno mówiąc "Idę do toalety", jakby chcieli być pewni, że ich wyjście zostało zauważone... A wystarczyłoby przecież zabrać przedarty bilet, na który weszli, żeby taką pewność zachować.


Apeluję zatem o myślenie w kinie i próbę zdania sobie sprawy z pewnych zachodzących w nim procesów. Nie wyobrażam sobie bowiem sytuacji, w której pracownik jakiegokolwiek przedsiębiorstwa powstrzymuje klienta od oddania większej ilości pieniędzy temu przedsiębiorstwu lub zabrania mu wyjścia do toalety, by ten się zsikał i więcej tam nie wrócił.

Zakończę może pewną myślą, której autorem jest Bertrand Russel:

Wielu ludzi szybciej umrze, niż pomyśli. I wielu tak umiera.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz