Kolejny poniedziałek, kolejne odcinki popularnych seriali. Choć "Californication" oglądam z litości połączonej z ciekawością (producenci w tej chwili skaczą z radości), to "Grę o Tron" muszę obejrzeć dzisiaj i do tego rano, bo kto wie czy po obiedzie na Facebooku nie zobaczę spoilera z najnowszego odcinka.
Niektórym nie przeszkadzają spoilery. Mojej dziewczynie na przykład. Można jej opowiedzieć cały film, a ona i tak go obejrzy z zaciekawieniem. Zazdroszczę jej tego. Mój tata kiedyś opowiadał mi filmy. Opowiedział mi na przykład wszystkie części "Obcego", kiedy byłem jeszcze za mały, żeby je obejrzeć. Nie miałem mu tego za złe. Opowiedział mi dużo filmów i choć pamiętam tylko o obcym, to czasem oglądając jakiś, mam wrażenie, że już to znam, choć jestem pewny, że widzę go po raz pierwszy. Nie przeszkadza mi to jednak w seansie, tak jak znajomość Obcego nie przeszkadzała mi w odczuwaniu ziejącego z ekranu napięcia.
Mimo tych doświadczeń nie lubię, kiedy ktoś mi coś zdradza. Można powiedzieć, że trochę boję się spoilerów i unikam ich jak ognia, chyba, że zupełnie nie jestem czymś zainteresowany, albo nie przywiązuję do tego wagi z jakichś innych względów, których teraz nie mogę wymyślić. W popkulturze natomiast powstała pewna kultura spoilowania. Umyślnie czy bezmyślnie, jest tak, że ludzie, którzy zdobędą jakąś informację szybciej, bardzo chcą się nią podzielić ze światem. "Gra o Tron" jest tu idealnym przykładem. Pamiętam, że kiedy jeszcze odwiedzałem 9GAGa musiałem powstrzymywać się od wchodzenia tam w poniedziałek, bo wszyscy ci, którzy obejrzeli odcinek w niedzielę już zdążyli zalać stronę memami. W poniedziałek było ich średnio pięć i to takich, które zdradzały istotne fabularnie momenty. Albo weźmy zeszły tydzień: mój kolega zmienił profilowe na Facebooku, zdradzając główny zwrot akcji czwartego sezonu. Mam nie wchodzić na Facebooka obawiając się spoilerów (fakt, trochę mnie na nim za dużo) czy może nie obserwować potencjalnych "zdradzaczy"?
Nie wiem z czego wynika taki stan rzeczy. Dlaczego ci, którzy przeczytali książki, tak bardzo chcą zdradzić co się stanie tym, którzy oglądają tylko serial? Płynie z tego jakaś przyjemność? Zdradzić coś komuś można przez nieuwagę, chcąc porozmawiać na jakiś temat i posłużyć się przykładem, albo po prostu pytając jak się komuś podobał dany element. Ale z czego wynika umyślne spoilowanie? Pamiętam jak w podstawówce powiedziałem koledze, że nie czytałem jeszcze szóstej części Harry'ego Pottera, tej w której (SPOILER) ginie Dumbledore (/SPOILER). Koleś gonił mnie przez cały korytarz powtarzając, tę informację. Po co? Dziecięca radość z bycia lepszym?
Spoilery mają też taką specyfikę, że są aktualne tylko przez jakiś czas. Na przykład trudno dzisiaj zaspoilować Gwiezdne Wojny. A nawet jeśli się to zrobi, to myślę, że jest to powszechnie wybaczalny fakt, bo wybaczcie, ale jest to kanon kultury popularnej i mieliście całe życie, żeby to zobaczyć... a poza tym Vader to po holendersku "ojciec", więc w sumie wszystko było jasne od początku (bo tacy z nas poligloci). Z jednej strony więc, po pewnym czasie, niektóre informacje wchodzą do wiedzy powszechnej i dlatego wszyscy wiedzą, że Dumbledore ginie, ale kiedy podpisano traktat w Buczaczu to już niekoniecznie. Z drugiej strony te "świeże" spoilery dosyć szybko tracą wartość, bo na przykład wątpię, żeby za miesiąc ktoś jeszcze był zaskoczony tym cliffhangerem, który kończył trzeci odcinek "Gry...". Za to na pewno spoiler z odcinka siódmego, będzie stanowił spore zagrożenie, więc trzymać go ode mnie z daleka!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz